Brenna | Cieszyn | Czeski Cieszyn | Chybie | Dębowiec | Goleszów | Hażlach | Istebna | Jasienica | Jaworze | Ostrawa | Skoczów | Strumień | Ustroń | Wisła | Zebrzydowice

Blog na kółkach - czyli z życia na wózku inwalidzkim

Marker, pusta szafa i nadzieja w roli matki głupich

Rating: 3 votes, 5.00 average.
Ostatnio wspomniałem o tym jak wszyscy „przyjaciele” odwrócili się ode mnie po wypadku. No to stała się rzecz jeszcze gorsza. Otóż po wypadku musiałem się przeprowadzić, ponieważ nie byłem w stanie utrzymać całego wynajmowanego domu, wynajmuję teraz więc pokój w Wilamowicach. Była też opcja powrotu do mamy, ale sęk w tym że mama mieszka na 2 piętrze w bloku, a to dla mnie ilość schodów nie do pokonania. Wkrótce po wprowadzeniu się tutaj ze względu na mój stan fizyczny wprowadziła się do mnie moja dziewczyna. Boże, ale byłem jej wdzięczny ! Nie musiałem już czekać aż ktoś przyjdzie żeby nastawił mi czajnik z wodą na kawę czy umył parę kubków, czy pomógł w wejściu do wanny przynajmniej ten raz na parę dni, czy też mogłem wykonywać wiele więcej ćwiczeń rehabilitacyjnych, ponieważ samodzielnie robię tylko kilka prostych, a od rehabilitantki ze Szpitala Śląskiego (i tu pozdrowienia dla pani, pani Kasiu) nauczyłem się wielu innych w których trzeba mi pomagać. W ogóle wszyscy wiemy jak wspaniale budzić się koło ukochanej osoby, która np. przez przytulanie się przez sen do ciebie kiedy ot, choćby próbujesz się troszkę odsunąć, podświadomie pokazuje jak bardzo cię kocha. Co najbardziej ceniłem w mojej dziewczynie ? Chyba właśnie to, że nie patrzyła na mnie przez pryzmat wózka. No więc dzisiaj rano pojechałem na kawę do firmy z kosiarkami w której pracowałem, a którą często odwiedzam. Rano z „moją” wszystko super, humory rewelacyjne, pobroiliśmy nawet jeszcze (tak, jestem sprawny pod tym względem) i zaplanowaliśmy popołudniowy spacer gdy wrócę z miasta. Wróciłem około 13-ej. Mojej dziewczyny nie było w pokoju. Była za to kartka na biurku, na której markerem napisała „Przepraszam”, pusta szafa gdzie zwykła trzymać swoje rzeczy, i moje zdumienie i łzy w oczach. Marker, pusta szafa i nadzieja w roli matki głupich. Telefonów nie odbierała, jednak dostałem sms-a „Musiałam odejść, wybacz”. Cokolwiek to kurczę znaczy. A ja po tym jak dwukrotnie o nią ongiś walczyłem, teraz już naprawdę nie mam sił... I zrobił się w momencie jeden z tych dni, które czasami mnie nachodzą... I myśli w stylu „Hmm, czy 10 zastrzyków Fraxiparine spowoduje szereg wylewów w organizmie ?” Głupie, wiem, ale nie będę ukrywał że nie ma takich dni i podobnych myśli. Ci z nas, niepełnosprawnych, którzy mają dysfunkcjonalność większą niż ja, na 100% mają je jeszcze częściej niż ja. I to niezależnie od tego czy mają kogoś w roli partnera czy nie. Kiedyś miałem głębokie przejścia w depresji połączonej z wyleczoną już na szczęście schizofrenią (gratuluję doktorze Wojciechowski) i to na tle okultystycznym. Więc od wypadku moją najczęstszą myślą jest „Boże, 37 razy wyratowałeś mnie z próby samobójczej, zawsze pytałem DLACZEGO? Teraz po takim niesamowitym wypadku, cudem ocaliłeś mnie i pozwoliłeś żyć dalej, nauczając szacunku do życia i dając nowy, świeży, doroślejszy charakter. Ale ja się znowu pytam – czemu? Co mam zrobić w tym zakichanym życiu takiego ?” …
Powiedzmy sobie wprost jeśli chodzi o związek – w obecnej sytuacji nie mam wiele do zaoferowania, mogę zaoferować dach nad głową, ze względu na niezdolność do pracy teraz, mogę zaoferować może kilkaset złotych które daje mi brat, na którego utrzymaniu jestem (dziękuję Jewo!), bo pieniążki z Opieki mam na określone lekarstwa i jedzenie. Także może tych kilkaset złotych miesięcznie jeszcze na jedzenie czy na nową bluzkę dziewczynie czy coś. Poziom życia powiedzmy sobie wprost – niski, ale nie najniższy, co to to nie.
Ale tak czy inaczej – na jaki więc związek zasługuję ? Czego mogę oczekiwać, a czego nie ? Mogę np. chcieć przytulenia, ale nie mogę oczekiwać że ktoś zostanie, przynajmniej na dłużej, jeśli nie na zawsze ? Gdzie znajdę tą księgę społecznych przyzwyczajeń i priorytetów, bo bardzo chętnie wniósłbym znaczącą poprawkę w tym rozdziale?

Wziąłem dzisiaj na spacer psa gospodarza, ponieważ jest teraz na wyjeździe do niedzieli w Warszawie, a szkoda mi go było w klatce. Z przyczyn logistycznych nie wziąłem go na smycz, ale i tak zostałem miło w szoku – szedł plus/minus do 2 metrów za mną lub przede mną. Zrobiliśmy w sumie jakieś 16 km znowu. Podjechałem na stację po małe zakupy i ktoś zapytał czy to mój pies. Odpowiedziałem że tak, a przechodzeń pokiwał głową i powiedział „wierny pies, widać jak przy panu się trzyma”. No tak, kurczę chociaż on. Potem pojechałem z nim znowu na „korty” - czyli do strażnicy w Wilamowicach, wjechałem przez trawę pod taki mały daszek z utwardzonym podłożem, pies położył mi się przy nogach i oglądaliśmy sobie konie z pobliskiego gospodarstwa biegające w deszczu. W pewnym momencie pies skoczył mi na oparcie wózka i zaczął skomleć. Zabawne że akurat w chwili gdy się rozpłakałem. Hmm, podobno psy czują takie rzeczy. To kto ma odwagę zostać moim prawdziwym przyjacielem/przyjaciółką ?
Wróciłem do domu i zagrałem na gitarze moją piosenkę która najbardziej podobała się pannie M, i mimo że chce mi się znowu wyć to nie ! Nie dam nikomu tej satysfakcji...


A, i znalazłem sobie w końcu zajęcie. Niskodochodowe, ale zawsze. Zostałem DJ-em w pewnym lokalu. Mieszczę się wózkiem w miejsce skąd puszcza się muzykę, więc super. Wczoraj byłem zagrać na próbę, wziąłem swoje wzmacniacze itd. (a jako muzyk mam ich troszkę ) i zagrałem. Od młodzieżowych najnowszych hitów których nie ma jeszcze w Polsce, po stare dobre „Rzeki przepłynąłem, góry pokonałem” No ale kto z nas nie bawił się przy tym kawałku ? Jutro gram już na serio, cały wieczór, a że mnie już sporo czasu tam nie było, a mój 12-osobowy „fanklub” już zapowiedział się że przyjdzie, będę miał okazję puścić premierowo moje 3 nowe piosenki, które wypociłem od ostatniego czasu.


Chciałem również wyrazić że cieszę się z rosnącego grona czytelników mojego bloga. A nawiązując do komentarza krilady z ostatniego posta, odpowiadam co następuje :

  1. Cieszy najbardziej dlatego że daje mi niesamowitą samodzielność w kwestiach poruszania się na zewnątrz
  2. Książkę piszę już od dwóch lat pod nazwą „Pamiętnik Anioła” i jeszcze daleko do jej skończenia
  3. Z tym przerabianiem czemu nie – jeśli ktoś ma również wózek elektryczny to zapraszam do kontaktu Ja osobiście po kilku dniach zdemontowałem ten dodatkowy akumulator – górę wziął koszyk rowerowy w tym miejscu , jako że na nogach nie mogę mieć nic zbyt ciężkiego, np. bluza ok, ale pół litra mineralnej już boli, zwłaszcza na wybojach. Hmm, tuning - może pomyślę o jakichś 19-calowych alufelgach ?
  4. Nie nazywa się, bo jak można nazwać „swojsko” coś co się nazywa Invacare Storm Euro ?

Komentarzy

  1. Avatar crasher
    No cóż, co do dziewczyny - nie będę oceniał jej zachowania, bo nie mam do tego moralnego prawa. Zresztą chyba nikt nie ma. Oprócz tego świata, masz jeszcze ten wirtualny, tutaj ludzie mogą czasem pomóc, a czasem niestety zaszkodzić. Już wielu się przekonało o tym, jak słowa mogą boleć. Szacunek dla brata, że tak Ci pomaga. Przyjaźni nie szukaj na siłę, tego nie da się znaleźć na siły, chociaż nie wiem. Twój wpis daje wiele do myślenia

    Pozdrawiam
  2. Avatar Marlena22
    No cóż, co do dziewczyny - nie będę oceniała jej zachowania, bo nie mam do tego moralnego prawa. Zresztą chyba nikt nie ma. Oprócz tego świata, masz jeszcze ten wirtualny, tutaj ludzie mogą czasem pomóc, a czasem niestety zaszkodzić. Już wielu się przekonało o tym, jak słowa mogą boleć. Szacunek dla brata, że tak Ci pomaga. Przyjaźni nie szukaj na siłę, tego nie da się znaleźć na siły, chociaż nie wiem. Twój wpis daje wiele do myślenia

    Pozdrawiam
  3. Avatar Krzaczek_Malin
    Jak żyjesz?