Brenna | Cieszyn | Czeski Cieszyn | Chybie | Dębowiec | Goleszów | Hażlach | Istebna | Jasienica | Jaworze | Ostrawa | Skoczów | Strumień | Ustroń | Wisła | Zebrzydowice

Blog na kółkach - czyli z życia na wózku inwalidzkim

Parę słów o tym jak Bóg dba o swoje dzieci

Rating: 3 votes, 5.00 average.
No i masz. Tuningowanie na dodatkowym akumulatorze niedawno wcale się nie skończyło. Otóż moi drodzy czytelnicy, do tej pory, jako że netbooki mają to do siebie że strasznie cicho grają, zwłaszcza gdy się jedzie wózkiem przy ruchliwej ulicy i co chwilę mija cię auto – zainwestowałem w taki bajer jak głośniczki zasilane z gniazda USB. Grały całkiem całkiem, mieściły mi się idealnie między nogi a boczne podpórki ramion wózka. Grało już o niebo lepiej. No ale piski itd. itp., hmm... Co mnie dzisiaj podkusiło? Ładna pogoda i trochę wolnego czasu ? Troszkę technicznie – z przyjemnością zauważyłem że moje głośniki 5.1 zasilane są na 12V, czyli jak do auta. Mój wózek ma instalację 24V opartą na dwóch akumulatorach żelowych po 12V każdy, sprzęgniętych ze sobą. No to myślę – wziąć jeden, otworzyć obudowę, wpiąć się kablami.... okazało się i tak że po włożeniu rzeczonego akumulatora na miejsce czyli jak do jazdy, i tak zmieniała się polaryzacja. Po ludzku - plus zamieniał się z minusem, więc głośniki i tak by nie zadziałały. Prosty manewr elektronika, i polaryzacja była ok Dalej – satelitki przód przypadkiem dało się na siłę wcisnąć przez ramę pod siedzenie wózka – zarówno lewą jak i prawą, a woofer do kupionego niedawno koszyka, przy czym dalej zostaje sporo miejsca na zakupy (dziś na przykład wiozłem z miasta całą siatkę zakupów). Tylnych satelitek nie podłączałem, bo po co jak na razie Ok, no to netbook na kolana, regulacja głośności idealnie spasowała między ramę a materac pod pupą, więc próba. Efekt – no masakra! Teraz to ja festyny mogę robić z samego wózka tylko ! Jutro jeśli pogoda pozwoli zrobię i wstawię filmik. Dość że mi krzyże bass masuje haha ! Poważnie, wyobraźcie sobie jakieś 90 decybeli z mojego Storma Wierzcie mi – trzeba krzyczeć żeby porozmawiać z kimś stojącym obok I tak cały dzień przeżywam ten mój „tuning”, no ale się cieszę przeogromnie ! Jechałem do Ochab dzisiaj i cały czas po drodze cała dyskografia Raise Against, z „Hero of War” na czele Teraz mój Axowy klikacz oszaleje haha !
Jak już wspomniałem, grałem w pewnym lokalu dzisiaj. Dojechałem sam Stormem, jak wcześniej „przepisowa” rzeczona godzina piętnaście minut wałami nad Wisłą. Dojechałem na styk, ponieważ akurat zaczynało padać. I tu ciekawostka – po drodze specjalnie cały czas grałem muzykę na maksymalnej głośności, żeby sprawdzić jak bardzo „tuning” wpłynął na energożerność moich baterii. Co się okazało – praktycznie nijak. Jak wcześniej jechałem po płaskim 8 km bez ubytku nawet jednej kreski (dopiero po 11-u spadała o 1), tak dzisiaj nie spadła ani trochę ze 100% do 90-u. Coś tam na pewno bierze, ale cieszę się że nie tak dużo jak myślałem – teraz mogę grać sobie po drodze ile chcę
Jako że była sobota, przyszło paru dawno nie widzianych znajomych płci obydwu. I znowu pytania – jak to się stało że jestem na wózku, czy będę kiedyś chodził, kiedy to było, czy jest jakiś postęp ? I wiecie ? Jak już się człowiek tyle tego naopowiada o swojej tragedii to w głowie samoczynnie robi się taki szablon do każdego pytania, tak że można w 4 zdaniach streścić cały wypadek i nawet wypowiedzieć wszystkie te zdania bezczuciowym tonem. Hmm..
Ale stała się dzisiaj pewna myślę ważna rzecz. Otóż o ile ostatnio na blogu wykrzyczałem Bogu "Dlaczego" itd., o tyle w realu Bóg nasłuchał się szeroko szerszej wiązki żali.
I masz. Przyjechałem do lokalu gdzie miałem grać sporo przed czasem, czyli koło 16:30. Około 17ej zacząłem grać, i około 17ej również do lokalu przyszły 2 dziewczyny. Bóg jeden wie, dlaczego wciąż zerkałem ponad ramieniem kolegi na jedną z nich. Podjeżdżając do lady żeby zamówić obiad minus jest taki że muszę zawrócić w specyficznym miejscu, które jak się domyślacie znajdowało się o centymetry od stolika tychże dziewczyn. Uśmiechnąłem się zawracając, rzuciłem „Cześć” rudowłosej personie przykuwającej mój wzrok od dłuższej chwili, po czym wróciłem do grania. Chwilę później, jadąc opróżnić popielniczkę, Boże – co mi dało tej śmiałości wtedy ? - powiedziałem do rudowłosej że jeśli chcą to śmiało zapraszam obydwie do nas, co tak same siedzieć będą. Chwilę później koleżanki ulokowały się na ławce tuż obok mnie i kolegi i rozpoczął się ciekawy, wieloosobowy dialog. W sumie o wszystkim o niczym, ale to i tak nie ważne, bo koleżanki za chwilę musiały iść, co też uczyniły obiecując że wpadną kiedyś może jeszcze.Dowiedziałem się wtedy że wspomniana rudowłosa ma na imię.... nieważne, jak dla Was, niech będzie panna I.

Jakież było moje zdumienie gdy rudowłosa panna I. po stosunkowo niedługim czasie zawitała ponownie w progach lokalu ! Puściłem ją najbliżej mnie, tuż obok wózka. Niemal natychmiast przysiadł się wypity już gość lokalu. Widząc spojrzenie mówiące „Ratuj”, zadziałałem odruchowo, chwyciłem pannę I. za rękę i przekonałem gościa lokalu że jesteśmy ze sobą, więc żeby sobie kulturalnie odszedł w swoją stronę. Gość zrozumiał aluzję, ja pannę I. przeprosiłem za moją reakcję, i zostały nieśmiałe uśmiechy na naszych twarzach. Rozpoczął się dialog, ale to i tak nie ważne, bo oto bardzo szybko poczułem się tak, jak nie poczułem się już dawno ! Oto znalazł się ktoś, kto nie popatrzył na mnie przez pryzmat wózka, oto znalazł się ktoś, kto jak ja cholernie lubił się tulić (i tuliliśmy się dziesiątki razy), kogo ja zawstydzałem ledwie dotknięciem dłoni, i kto zawstydzał w ten sam sposób mnie ! Kogo wnikliwe, piękne, brązowe oczy patrzyły na mnie wręcz z podziwem, a nie z litością czy pogardą...
Suma sumarum przesiedzieliśmy cały wieczór, a gdy skończyłem grać, wyjechaliśmy przed lokal, gdzie za pomocą wspomnianego „tuningu” mogłem zaprezentować pannie I. swoje utwory, czekając na jej komentarz, mniej lub bardziej krytyczny. Reakcja panny I. była bardziej urocza niż mogłem się spodziewać, i to wbrew moim kompleksom na punkcie grania/śpiewania. Po wszystkim odprowadziłem pannę I. pod dom, i pożegnaliśmy się, wstępnie umawiając się na kolejne spotkanie w poniedziałek. Moja postawa w tym wszystkim ? Raz – chęć podejścia do tego metodą „na żółwia”, czyli spokojnie, pomalutku, jeżeli coś ma być, to będzie, i w ten sposób będzie to trwałe. Dwa – naprawdę próbowałem, i nie potrafię, podejść do tego inaczej niż że Bóg naprawdę dba o swoje dzieci. Niezależnie od tego czy są samodzielne, czy jeżdżą na wózku....


PS: Na koniec pozwolę sobie wstawić zdjęcie mnie i panny I. z tego wieczoru - na pamiątkę :

wall_DSC09031.jpg

Wstawiam obiecane zdjęcia :





I filmik, który jak to filmik nie oddaje tego jak faktycznie to słychać głośno

www.youtube.com/watch?v=o2VdBQ5BCCc

Updated 22-05-2011 at 11:31 by masterpascaler (Dodanie zdjęć i filmiku)

Kategorie
Blog na kółkach - czyli z życia na wózku inwalidzkim

Komentarzy

  1. Avatar krilady.
    czytam i się uśmiecham faaajnie....
  2. Avatar kalusia
    WitamDzisiaj dołączyłam do grona Twoich czytelników.Myślałam że przeczytam jeden wpis - a przeczytałam wszystkie włącznie z komentarzami i będę tu zawsze zaglądać bo jest naprawę co poczytać i o czym porozmyślaći może kiedyś spotkam Cię na Skoczowskim rynku karmiącego gołębie i też się odezwę. Pozdrawiam serdecznie
  3. Avatar yoshiko
    Pozytywnie
  4. Avatar starocieszyniok
    Skąd ten zestaw audio w twoim wózku bierze prąd?
  5. Avatar starocieszyniok
    tzn. brał, bo wpis jest sprzed dwóch lat :P
  6. Avatar masterpascaler
    Brał - z akumulatorów wózka, jest to wózek elektryczny - wide pierwszy post - Wstępniak