Brenna | Cieszyn | Czeski Cieszyn | Chybie | Dębowiec | Goleszów | Hażlach | Istebna | Jasienica | Jaworze | Ostrawa | Skoczów | Strumień | Ustroń | Wisła | Zebrzydowice

Blog na kółkach - czyli z życia na wózku inwalidzkim

Boskim okiem – ty na wózku i ty bez...

Oceń wpis
Kiedyś słyszałem pewną przypowieść. Było w niej o tym że szedł sobie człowiek po plaży, było mu dobrze, i koło siebie miał cały czas jakieś ślady stóp koło siebie odciśnięte w piasku. Wiedział że to Bóg szedł obok niego. Pewnego dnia, kiedy tak szedł i dosięgło go nieszczęścia, świat zaczął się mu walić, i nie było odciśniętych śladów stóp na piasku obok niego. Kiedy w końcu znowu wyszedł na prostą, zapytał „Boże, zawsze kroczyłeś tuż obok mnie, a kiedy najbardziej Cię potrzebowałem, nie było śladów Ciebie obok mnie. Gdzie wtedy byłeś, kiedy mi było tak ciężko i źle ?”. Bóg odpowiedział „Ja Cię wtedy niosłem na swoich barkach...”... Dzisiaj z racji ciężkiego pod względem wysiłku dnia, mam ochotę ironicznie zapytać czy Bóg uniósłby wózek elektryczny o wadze 120 kg tak samo po tej samej plaży, plus dodatkowe jakieś 65 kg mojej wagi własnej (tak, sporo schudłem po wypadku,wiem). Do czego zmierzam – od zerówki uczono mnie że Bóg jest sprawiedliwy, za dobre nagradza, a za złe karze. Od czasów mojego nawrócenia, nawet zwracam się do niego pobłażliwie „Tato”. Ale jeśli tak jest jak nas uczą, to dlaczego czuję się ukarany ? I nie bardzo wiem za co ? Dlaczego pozwala bym poznał kogoś, a potem mi go zabiera? Tak, mam na myśli pannę I. Otóż okazało się że panna I. nie chcę się z nikim na razie spotykać, jest bardzo samokrytyczna wobec samej siebie, i widzę że nawet ja, argumentując z różnych stron, nie jestem w stanie jej pokazać jak wiele dla mnie znaczy. Czyżbym był ułomny pod tym względem ? Czy po prostu Bóg spojrzał na mnie i stwierdził – nawiązując do rzeczonej przypowieści – że to pier....i i wózka nieść nie będzie ? Czy gdybym nie był na wózku, i był osobą pełnosprawną skończyłoby się to inaczej ? Bo może byłbym w stanie uklęknąć i się pomodlić, a nie modlić się leżąc, bo może wtedy Bóg bardziej słucha naszych modlitw i próśb ? Bo może byłbym w stanie wjechać do kościoła i przyjąć komunię nie uważając na to by nie trącić innych ? Bo może modlitwa człowieka na wózku jest mniej ważna od modlitwy ludzi sprawnych ?
Chociaż hmmm. Z drugiej strony, dlaczego Bóg słucha gdy wracam do domu z miasta i widząc ciemne chmury proszę „ Boże, żebym tylko zdążył, żeby tylko nie padało zanim dojadę”? Dlaczego milczy gdy widząc motocykl z kategorii chopper mówię „Boże, daj żebym jeszcze wsiadł na taki motocykl kiedyś”. Dlaczego słucha gdy proszę „Boże, chciałbym nagrać kolejną piosenkę, ale boję się że mi nie wyjdzie, daj mi siłę by stres nie odbił się na stronie wokalnej mojego utworu”. I dlaczego nie słucha gdy magistrzy inżynierowie z Wojewódzkiego Zarządu Dróg obmyślają nowy plan techniczny budowy chodnika/przejazdu nad/pod drogą ? Tak by tchnąć w nich myśl „niech będzie przystosowany dla inwalidów”. Szczytem inżynierskiej głupoty okazało się – jak mogę już powiedzieć, jeżdżąc bardzo dużo na wózku po okolicy – przejście dla pieszych i inwalidów nad S1 koło „Rolibudy” w Międzyświeciu. Idiocie, który je zaprojektował chętnie pożyczę mój wózek i każę mu się przejechać na drugą stronę, jadąc od Wilamowic, pod szkołę. Przejazd super, pomijając ilość szkła rozbitego przez jak mniemam lokalną młodzież (no to już wiemy gdzie się spotykają) na odcinkach dla inwalidów po obu stronach przejścia, bo kto z młodych może wpaść na to że faktycznie czasami przejeżdża tamtędy ktoś na wózku inwalidzkim,a opon wózka elektrycznego nie serwisuje nikt w całym Skoczowie, dopiero w Górkach; ale jadąc od Wilamowic, zakręt jedzie się stricte ulicą, ponieważ nie ma tam chodników, chodnik zaczyna się przy samym przejściu dla inwalidów gdzie też znajduje się przystanek autobusowy. Sęk w tym że nie sposób wjechać wózkiem z ulicy na ten chodnik ! 10-15 cm krawężnika to wysokość nie do pokonania, nawet przez mój Storm Euro. Może wózkiem aktywnym (ręczny) dałoby radę nawet na upartego przy użyciu dużej siły, ale tak ? I to naprawdę typowym pod względem konstrukcji wózkiem ? Żadnego obniżenia ani nic. Myślę sobie pierwszego razu tam będąc - „A,co tam, przejadę przez trawę”, no ale ups – rów wzdłuż drogi. Najłatwiej wjechać jednak jest od strony zachodniej. Ale jako że Bóg wie po co jest tam barierka długości 2 metrów i wysokości jednego, mi osobiście zajmuje jakieś 10 minut (dosłownie!) ażeby tam wjechać na chodnik. Bo albo koła buksują, to znowu rozpęd i z rozpędu w chodnik, przy czym na 99% uderzam we wspomnianą barierkę nogami (ból), albo auto jedzie z kierunku od Skoczowa a ja wystaję na drogę i nie mam pewności czy na pewno mnie widzi, więc staję i czekam aż przejedzie. No powiedzcie sami – czy to nie jest idiotyzm Wysłałem nawet emaila do WZD jakieś 2 tygodnie temu, ale widać WZD ma w d..e pojedyncze persony na wózkach. Załapać dofinansowanie z Unii, od...ć kaszanę i z głowy, hurra, znowu się na stronie internetowej możemy pochwalić kolejną „udaną” inwestycją. Normalnie materiał do „Sprawy dla reportera” ! A jako że w firmie gdzie pracowałem, sprzedawaliśmy również sprzęt budowlany, wiem że wystarczyłoby na pół godziny postawić na wspomnianym zachodnim brzegu chodnika ubijarkę / skoczka / płytę wibracyjną, żeby niniejszy brzeg znacznie obniżyć, tak by inwalidzi FAKTYCZNIE byli w stanie tam wjechać. Szczerze? Jeśli ktoś z Was ma zagęszczarkę lub podobne urządzenie – błagam, zróbcie mi tą przysługę i poświęćcie te pół godziny na to poprawienie idiotów, którzy nie do końca jak widać myślą o ludziach takich jak ja...
Reasumując – czy Bóg patrzy więc w ten sposób jak w tytule? „Ty na wózku, i Ty bez” ? Odpowiedzcie sobie sami....

Komentarzy

  1. Avatar masterpascaler
    Komentarz panny I. na GG, więc wkleję najbardziej dotyczącą tekstu część :
    Nie ma podziału na 'Tych na wózku' i ' Tych bez'. Jeśli ludzie mogą oceniac na podstawie tego, czy ktoś może chodzic, czy nie - to są idiotami, przynajmniej wg. mnie. Co do tego, jak Bóg na to patrzy, cóż, tego nie wiem ani ja, ani Ty. Choc ja szczerze powiem, że wiarę w kogoś [coś?] takiego jak Bóg powoli tracę, przykro mi, to jest silniejsze ode mnie. Pewnie za to odpokutuję za jakiś czas, ale tego co siedzi w mojej głowie nie da się ot tak zmienic. Nie wierzę też w to, że 'Bóg' chce Cię ukarac. Może właśnie tak nie jest? W końcu, nie znasz mnie, nie wiesz co będzie, co by mogło byc, gdyby.. no tak, nie powinno się gdybac ; )
  2. Avatar konwalia
    Pawle,ja też długo nie potrafiłam zrozumieć,dlaczego Bóg zabrał moją najwiekszą miłość,dlaczego mój chłopak zginął w wypadku,przecież przed nami była cała przyszłość,....a teraz jestem szczęśliwą raz mniej,raz bardziej mężatką i przede wszystkim mamą i już nie zadaję sobie pytań:dlaczego Bóg mnie karze,po prostu przyjmuję to,co zsyła,choć oczywiście nieraz się buntuję,gdy mocniej mnie doświadcza.
    Cóż mogę powiedziećBóg na pewno wysłuchuje nasze prośby-tylko sęk w tym,że nie zawsze realizuje je według naszych oczekiwań,przynajmniej ja tak mam,coś co jest dla mnie akurat w jakimś momencie najważniejsze,zazwyczaj pozostaje tylko niespełnionym marzeniem,cóż widocznie Bóg ma wobec mnie inne zamiary.
    Jeśli chodzi o wiarę,w dzisiejszych czasach bardzo trudno wierzyć w Boga,ja osobiście jestem na etapie przekazywania pewnych wartości mojemu dziecku i strasznie mi ciężko to idzie,bo dzieci są dobrymi obserwatorami i niestety widzą pewne rzeczy,a potem niekończące się pytania,dlaczego mamusiu ty mi mówisz tak,a ja widziałem coś innego...ale generalnie tak,czy inaczej życie jest piękne...jakkolwiek to brzmi....pod Twoim wpisem
    Pozdrawiam
  3. Avatar dyszol
    Drogi Pawle, od zawsze byłem człowiekiem zadającym miliony pytań i nie inaczej było na religii. Nikt nigdy nie potrafił mi jakoś dosadnie wytłumaczyć kwestii wiary w boga (piszę z małej litery nie żeby kogoś rozsierdzić, ale dlatego, że odnoszę się do bóstwa w ogólnym tego słowa znaczeniu) i może dzięki temu dziś legitymuję się zdrowym dystansem do tej kwestii.

    Jestem pełen podziwu dla twojego samozaparcia i inwencji twórczej w kwestii radzenia sobie z problemami dnia codziennego w jeszcze bardziej szarej rzeczywistości i choć nie będę cię przekonywał, ujmę to stanowczo: w moim osobistym mniemaniu nie ma nikogo takiego jak dziadek z brodą (czy żeby nie brzmieć dziecinnie - Trójcy Świętej czymkolwiek by ona nie była) który siedzi w niebie i pomaga lub nie ludziom w trudach i momentach słabości zależnie od humoru.

    Jedynym źródłem małych sukcesików które odnosisz codziennie jesteś ty sam i siła twojego charakteru. To ty pchasz swoje życie do przodu i jesteś kowalem własnego losu. Łatwo jest w chwili słabości zwalić wszystko na boga. Zdarzył ci się wypadek i trudno, stało się, pomimo całego twojego bólu, poczucia niesprawiedliwości i frustracji świat niestety idzie do przodu nie upominając się o ciebie i tylko twoja osobista wartość zadecyduje o tym, czy zaadoptujesz się w nowej sytuacji i odniesiesz samodzielny osobisty życiowy sukces czy po prostu poddasz się i zgaśnie w tobie wola walki.

    Zaczynam obserwować subtelną zmianę w tonie twojej wypowiedzi, myślę, że poziom frustracji albo się zwiększył albo po prostu zaczynasz pozwalać sobie na prawdziwą szczerość.
    Pisz jak jest i pamiętaj, że żadna zewnętrzna siła ci w życiu nie pomoże. Widać, że jesteś uparty i życzę ci, żebyś tą cechę w sobie pielęgnował bo jest ci potrzebna jak nigdy dotąd.

    Mam nadzieję, że odbierzesz to co piszę w takiej formie w jakiej mógłbym sobie życzyć i nie zrozumiesz nieopatrznie.

    Zasmucił mnie wątek związany z I. Lubię takie wątki i naprawdę miałem nadzieję na pozytywniejsze informacje. Ale hej, nie wszystko jeszcze jest rozstrzygnięte, prawda?
    Nie ma w życiu (zakładając, że dana osoba jest prawa i choć odrobinę "dobra") silniejszego sposobu na problemy niż miłość i przyjaźń oddanej połówki. Śmieszne to w połączeniu z wiarą, bo zauważyłem, że ludzie szczęśliwi dotknięci chrześcijaństwem bez chwili wahania tłumaczą to boską ingerencją a w trudnych chwilach poddają w wątpliwość istnienie swojego boga. Zapominają w tym wszystkim jak dużo zawdzięczają samym sobie i poczuciu bezpieczeństwa ze strony partnera.

    No, ale nie będę dywagował bo nie da się tego wyrazić w kilku zdaniach a boję się, że i tak zaszedłem za daleko.

    Jeszcze raz pomyślności i życzę ci żebyś zawsze za********ł jak lodołamacz, z podniesioną głową.
  4. Avatar konwalia
    Drogi Dyszolu!
    Piszesz,że:"Nikt nigdy nie potrafił mi jakoś dosadnie wytłumaczyć kwestii wiary w boga"
    I nikt Ci tego nigdy nie wytłumaczy,dopóki sam nie poczujesz tego w swym sercu
    To łaska,czy dar i myślę,że niewielu szanujących się katolików,czy ludzi z innych wiar ją ma.
    Niestety jest też tak,zwłaszcza w dzisiejszych czasach iż kościół,nauka religii itp. mają coraz mniej wspólnego z wiarą-tą prawdziwą.
    Przeczytaj sobie komentarze pod artykułem na ox-ie,dotyczącym postawionej figury Jezusa obok kościoła na Zawodziu.Czy Pan Jezus chciałby takich figur,pomników ze złota itp.-czy to nie kłóci się z Jego nauczaniem
    Zgodzę się,że wiele zależy od nas,od naszego charakteru-ale nie wszystko,pewne rzeczy przychodzą niezależnie od naszego chcenia,czy niechcenia i nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć...
    Nie chcę przedłużać,bo to temat delikatny i faktycznie nie da się tego wyrazić w kilku zdaniach,ale namawiam Cię,zajrzyj w głąb swego serca i nie przestawaj zadawać pytań,bo to znaczy,że ciągle poszukujesz!
    Pozdrawiam!
  5. Avatar dyszol
    Konwalia, nie jestem w stanie się z tobą zgodzić. Ja nie mówię, że nie wiem jak uwierzyć w boga (choć wiem, że to nie łatwe) ja po prostu nie chcę. Nie potrzebuję i nigdy nie potrzebowałem, a miałem w życiu kilka momentów w których mógłbym chcieć, żeby coś mi pomogło i zdjęło ciężar z barków. Bo tak jest łatwiej.
    Ja nie wiem, czy Pan by chciał posągów czy nie (nigdy niczego się od niego nie dowiedziałem). Nawiązując do Biblii podejrzewam, że nie ale to nic nie zmienia, bo Biblia nie spadła z nieba a została napisana przez ludzi, którzy dzięki sprytnej ideologii (nazwałbym to doktrynową niszą) łatwiej kontrolowali masy ludzi biednych i zagubionych. Czynnik ekonomiczny.

    Widzisz, historia chrześcijaństwa nie sięga daleko a przed jej umownym powstaniem cywilizacja ziemska rozwijała się w oparciu o zupełnie inne zasady i przez ileśdziesiąt tysięcy lat. Czy tamci ludzie są potępieni, chociaż nawet nie wiedzieli o istnieniu Jahwe? Nie jest to logiczne.

    Oprócz tego, czy jeżeli urodziłabyś się w środku dżungli i żyła z dala od cywilizacji 50 lat po czym byś zmarła, czy była byś wierząca (bez sakramentów, bez skruchy za grzechy)? Czy w obliczu sytuacji w której chrześcijanin nazywa coś cudem boskim (np. efekt halo albo efekt Brockena w X w. n.e.) nazwałabyś to wstawiennictwem Jezusa? Nie zrobiłabyś tego, bo nawet nie potrafiłabyś mówić, być może bałabyś się ognia a jakbyś była głodna to zabiłabyś pierwszego lepszego człowieka błądzącego po dżungli, żeby poskromić głód.

    "ale nie wszystko,pewne rzeczy przychodzą niezależnie od naszego chcenia,czy niechcenia i nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć...". Wyobraź sobie, że jak byłaś mała (dwa lata i sama nie pamiętasz tego wydarzenia) to ugryzł cię kleszcz (a żyjesz w czasach gdy wiedza o higienie dopiero raczkuje), ktoś go wyciągnął ale niezbyt starannie (takie czasy) i zostałaś zarażona chorobą która uaktywniła się dopiero kiedy masz 50 lat. Okazuje się, że jest nieuleczalna i umrzesz za 5 lat. Twoi rodzice już nie żyją i nigdy nie dowiesz się, że przyczyna jest tak prozaiczna. Jako wzorowy chrześcijanin doszukujesz się w tym symbolu, powodu ale nie dyskutujesz o tym, bo Bóg ma wobec ciebie plan.
    Gdyby twoja mama była wykształcona, wiedziała by jak ważnym jest poprawne usunięcie kleszcza bo wiedziała by, że za 50 lat może być problem.

    Sami jesteśmy kowalami własnego losu i żadna siła nas nigdzie w niczym nie wyręczy. Siła ducha jest tym co na tym świecie czyni cuda.
    Updated 24-05-2011 at 21:09 by dyszol
  6. Avatar masterpascaler
    Komentarz przesłany na fb przez koleżankę Aleksandrę,więc podpinam pod temat :
    24 maja o 01:21
    Przyznaje rację czytelnikom jeśli chodzi o sposób pisania, lektura pochłania. Najważniejsze, że działa na czytelnika, zwraca uwagę na to, co dotychczas było obojętne przez swoją oczywistość. Podziwiam Twoją otwartość z jaką dzielisz się swoimi prywatnymi przeżyciami, z jakby na to nie patrząc, obcymi ludźmi. Mam nadzieję, że da im do myślenia, nie tylko przez pryzmat niepełnosprawności, ale także postawy w stosunku do innych ludzi. Tutaj mam na myśli kwestię przyjaźni (która dla mnie jest świętością) i prawdziwego partnerstwa. Coś mi się wydaje, że wieku ludzi uzna Cię za głos osób niepełnosprawnych, a to duża odpowiedzialność. To moja subiektywna refleksja, także mogę się mylić, ale mam w zwyczaju wypowiadać głośno własne zdanie, więc liczę się z konsekwencjami
  7. Avatar konwalia
    Dyszol,nie musisz się ze mną zgadzać,szanuję twoje poglądy,mimo,że są inne od moich.
    Moja wiara jest krucha i nie czuję się na siłach,aby przekonywać innych i udowadniać,ze tylko ja mam rację.
    Myślisz,że ja nie zadaję sobie pytań,kiedy widzę cierpienie dzieci i ich krzywdę (na to jestem bardzo wyczulona),dlaczego Bóg nie zagląda na oddziały onkologii dziecięcejDlaczego pozwala umierać dzieciom na bezsensownych wojnach o ropę,czy inne bogactwa,jaki to ma sens?
    Nie wspomnę o krwawej historii chrześcijaństwa,która na zawsze pozostanie czarną plamą w dziejach człowieka.

    Ale...jest we mnie coś,chociaż nie umiem tego wyrazić słowami,jakaś wiara,że jest Bóg i że w związku z tym wszystko ma jakiś sens...

    Sami jesteśmy kowalami własnego losu i żadna siła nas nigdzie w niczym nie wyręczy. Siła ducha jest tym co na tym świecie czyni cuda.

    To prawda,ale ta siłę ducha nie bierzemy sami z siebie,jest Coś,czy Ktoś,kto nam ją daje...
  8. Avatar kalafiorrr
    hmm... marek edelman (dowódca powstania w getcie), wielokrotnie pytany o to, gdzie szukać ręki Boga w obliczu holocaustu, mawiał ehhh dajcie Mu spokój, Bóg śpi; i tyle; Ty jednak widzisz te ślady na piasku, kiedy jednak On próbuje uźwignąć ciężar, Twój i wózka... więc może kiedy jest w życiu pod górkę - Bóg wykazuje tą ludzką słabość i ucina sobie zwykłą drzemkę;

    wiem - łatwo mi mówić - ja chodzę, Ty nie;

    a tak w ogóle WITAJ!
    od dłuższego czasu wiem, o Twoi blogu; dopiero wczoraj odważyłam się tutaj wejść; bałam się, że napotkam zwykłe biadolenie nt nieszczęścia, które Cię spotkało; albo przesadnej afirmacji życia; a co spotkałam? złość; konstruktywną złość; wiara przenosi góry, a złość daje początek działaniu; działaj! może te Twoje nerwy i konretne działania przyniosą efekty - może w ug ktoś w końcu się zastanowi, że niepełnosprawny chce się poruszać i należy mu to umożliwić, wykorzystując każde środki; notabene zawsze coś mi nie grało w tej kładce dla pieszych; teraz już wiem co
    zagęszczarki nie mam; nie wiem, czy prywatne użycie jej w mscu będącej, własnością gminy, nie spowoduje jakiś skutków prawnych; ale może jakieś info w ogłoszenia ox.pl;
    trzymam kciuki!