Brenna | Cieszyn | Czeski Cieszyn | Chybie | Dębowiec | Goleszów | Hażlach | Istebna | Jasienica | Jaworze | Ostrawa | Skoczów | Strumień | Ustroń | Wisła | Zebrzydowice

Blog na kółkach - czyli z życia na wózku inwalidzkim

Powszechny spis wydarzeń 2013

Oceń wpis
Cześć, kochani (po roku) ! Tak, wiem, długo mnie tu nie było. Co się działo ? Więc po kolei. Najpierw przyszedł czas zwątpienia, czas, kiedy mimo że już na własnych nogach, miałem ochotę zrobić sobie krzywdę. Powód był może śmieszny, więc do rzeczy. Po prostu po tylu miesiącach na wózku marzeniem moim było CHODZIĆ. I oto wstałem na własne nogi, czasem jeszcze potrzebowałem kul, ale było dobrze. Nie wiem, czy każdy niepełnosprawny tak ma, ale ja łudziłem się, że kiedy będę w pełni sprawny, wszystko się ułoży i będzie już tylko dobrze. Taka myślona szepetem nadzieja. Jakież było moje rozczarowanie gdy zacząłem chodzić a tu nagle sądy, potrzeba pieniędzy (a nie byłem jeszcze na tyle sprawny żeby pracować), kwoty z kosmosu i niewyobrażalne, wciąż związane z wypadkiem, i szereg pomniejszych rzeczy, które stawiały mnie w drugim świetle na scenie życia, które i tak realizowało sobie tylko znany scenariusz. Okazało się że chodzić to nie wszystko. Że możesz chodzić, być w pełni sprawnym, a i tak zawsze znajdzie się coś co ci dowali. Miałem dość, jako niepełnosprawny czułem się silny psychicznie, potem okazało się że chcąc, nie chcąc, i tak życie nada ci ten szary kolor, jaki bije od wszystkich innych normalnych ludzi i zmiesza cię z tłumem. Nadszedł czas że chciałem to na swój – tchórzliwy czy odważny, sposób zakończyć. Zamiast tego wybrałem się na eskapadę – czas, kiedy szukaliście mnie i zastanawialiście się czy ja naprawdę zaginąłem. Poszedłem do Czech. Z Czeskiego Cieszyna do Karviny, stamtąd do Ostrawy i Opavy, potem Brno, Praga, Cheb, i w niemczech Monachium. Większość piechotą, żeby rozchodzić nogę, żeby nie bolała, część stopem. Praktycznie przeszedłem Czechy wszerz i wzdłuż. Będąc w Monachium stwierdziłem że za bardzo kocham jednak moją dziewczynę (tak, wciąż Wiktoria wtedy), i że muszę wrócić. Wróciłem 2 dni później i „odfajkowałem” coś co dla mnie było sposobem na oderwanie się od wszystkich problemów, a było sposobem lepszym niż robienie sobie krzywdy. Potem zaczęła się moja droga do wyjścia na prostą. Szereg zmian w pracy itp. Wziąłem pod skrzydła pewien młody, obiecujący zespół na przykład. I choć zagramy 4-ego w Zebrzydowickim amfiteatrze, potem niestety nasze drogi się rozejdą, kwestie wewnętrzne zespołu. Pełniłem funkcję ich mentora, co dawało mi niesamowicie dużo radości, satysfakcji i poczucia bycia potrzebnym. Poza tym w grudniu zostałem ojcem. 25-ego urodził mi się syn Ksawery, jest niesamowity i w miarę upływu miesięcy coraz bardziej podobny do mnie jak byłem mały , i mimo że nie jestem z jego matką, kocham go nad życie i jestem przy nim. Narodziny mojego syna i namowy znajomych były też taką składową powodów, dzięki którym, szczerze mówiąc wbrew sobie, zacząłem znowu śpiewać i komponować. Niektórzy pytają już czy wydam drugą płytę, i to napawa mnie uśmiechem. Pierwsza moja piosenka na drugą płytę nazywa się „Cud” i jest to piosenka dla mojego syna, zawsze gdy jej słucha zaczyna gaworzyć „tata, tata, tata, tata” (było to też jego pierwsze słowo) Boże, jakie to wspaniałe ! 2 lata temu nawet bym nie pomyślał o tym że tak może się potoczyć życie osoby tak wyzbytej zaufania, bo będąc na wózku i patrząc jak odchodzą te wszystkie osoby, które zapierały się że będą, pomimo wózka, i tak odchodziły, można mieć naprawdę spore problemy z zaufaniem komuś. Kolejna moja piosenka dedykowana jest mojej przyjaciółce z dawnych lat, nazwałem ją „Wierz! (Złotej)”. Kręcę zdjęcia do teledysku do niej, poprosiłem kogoś o zagranie w nim i co się okazało ? Że ten ktoś wychodzi za mąż 6 kwietnia, a ta piosenka to jak twierdzą piosenka o nich. Boże, ale byłem zawstydzony – wejście państwa młodych na wesele, pierwszy ich taniec – wciąż „Wierz”. Ogólnie chyba z 10 albo lepiej razy leciała Szok i motywacja ! Poza tym byłem na tomografii krótko temu. Miałem objawy podobne do tych co kiedyś, kiedy okazało się że robi mi się zator płucny (posty o „żółtym ładnym budynku” ). Okazało się jednak że mam coś na lewym płucu, taka „fajna” biała plamka. Z początku najgorsze myśli, potem, po braku dokładnej diagnozy tabletki, tabletki, tabletki. I jakoś wciąż daję radę, mimo że wróciłem do palenia papierosów, i nawet pożegnałem się z częścią znajomych już na wszelki wypadek. Skupiam się na muzyce. Patrzę wstecz i moje uszy już nie słyszą łez minionych wspomnień. Dzieje się tu i teraz. Mimo że jako singiel, mimo że pełnosprawny, mimo że co nuż wspominam jak było na wózku i że teoretycznie wg lekarzy dopiero teraz zaczynałbym chodzić, mimo to wszystko – uśmiecham się już do życia, bo ono lubi odwzajemniać ten szczery i zuchwały nieco uśmiech.

Komentarzy

  1. Avatar wronka
    Dziękuję bardzo za ten post i pozdrawiam bardzo bardzo serdecznie ...
  2. Avatar krilady.
    Witaj z powrotem
  3. Avatar krilady.
    Aa, i gratuluję syncia