Brenna | Cieszyn | Czeski Cieszyn | Chybie | Dębowiec | Goleszów | Hażlach | Istebna | Jasienica | Jaworze | Ostrawa | Skoczów | Strumień | Ustroń | Wisła | Zebrzydowice

Strona 1 z 12 12311 ... OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 10 z 114

Temat: Depresja poporodowa- wstydliwe tabu.

  1. #1

    Depresja poporodowa- wstydliwe tabu.

    Depresja poporodowa jest tematem, który w ostatnich latach zaczął pojawiać się częściej w mediach. Z jednej strony sporo się teraz o niej mówi jednak nadal jest tematem tabu. Uważam tak ponieważ osoby nią dotknięte wstydzą się do tego przyznać. Niby nie jest to żaden powód do wstydu jednak w świadomości kobiet urasta do rangi osobistej porażki i tragedii. Kobiety nią dotknięte boją się reakcji społeczeństwa na wyznanie typu "nie chce się mi zajmować moim dzieckiem" i tym podobne. Boją się, odebrania praw rodzicielskich chociaż ta obawa jest zupełnie bezpodstawna.
    Poza tym ciężko jest się przyznać, że to właśnie mnie to spotkało, że to ze mną jest coś nie tak. Przecież świeżo upieczona matka powinna być najszczęśliwszą osobą na świecie i czerpać energię z macierzyństwa. Przecież miliony kobiet rodzą dzieci i dają radę więc w czym problem? Otóż problem w tym, że nie chce się żyć...

    Na prawdę cholernie trudno jest to z siebie wyrzucić. Ciągle to piszę i za chwilę się rozmyślam a następnego dnia piszę ponownie i tak w koło. Może ty razem dam radę.
    Akurat mnie musiało to dopaść. Nie chodzi tu bynajmniej o baby blues bo wszystko zaczęło się później. Czyli kilka tygodni temu zaraz przed świętami.
    Najpierw pojawiła się bezsenność. Mimo ogromnego zmęczenia nie potrafiłam zasnąć. Dziecko spało, mąż spał a ja nie. I za nic nie potrafiłam zasnąć. Później, a może jednak troszkę wcześniej, pojawiło się "czepialstwo". Zaczęłam się czepiać męża dosłownie o wszystko, np o to, że kilka chwil za długo trwało przynoszenie czegoś z kuchni. Marudziłam, że źle trzyma dziecko, źle robi to i tamto w końcu, że źle robi wszystko. Nie potrafiłam i nadal nie potrafię sobie z tym poradzić. Nigdy taka nie byłam. Nie potrafię tego powstrzymać, zapanować nad tym. Przez to się od siebie oddalamy ale ja nie potrafię inaczej Jeśli już ugryzę się w język to wszystko rozgrywa się w mojej głowie i tylko się nakręcam co pogarsza sprawę.
    Później pojawiła się niechęć do wszystkiego. Potrafiłam słuchać jak dziecko płacze i nie chciało się mi do niej podejść. Nie chciało się mi jej nakarmić czy przewinąć. Wszystko robiłam automatycznie jakby z przymusem. Nakarmiłam, przebrałam i najchętniej zaraz bym odłożyła i nawet nie patrzyła. To na przemian z ciągłym nasłuchiwaniem czy wszystko jest ok. Czy aby na pewno oddycha. Zamartwiałam się czy jest zdrowa, czy nic jej nie dolega. Czy dobrze leży, czy jest szczęśliwa. Ciągle ją nosiłam i nie chciałam zostawić nawet na chwilkę. Później przyszedł płacz. Płakałam o wszystko, bez najmniejszego powodu. Bo się mi chciało płakać. Nie czułam dziecka. Nie czułam, że ją karmię piersią itd. Ciężko to opisać.
    Później przyszło najgorsze. Myśli samobójcze. Raz wyszłam z domu w środku nocy zarzucając płaszcz na koszulę nocną. Chciałam iść nad najbliższa przepaść (a jest ich tu kilka) i skoczyć. Tak po prostu skoczyć i zakończyć to męczenie, to zmarnowane, bezsensowne (jak wtedy myslałam) życie.
    Potrafiłam leżeć i wyobrażać sobie jak się zabijam. Było to silniejsze ode mnie. Był to jeden wielki koszmar. Męczarnia z samą sobą. Szarpanina z emocjami i niezrozumienie co i dlaczego się dzieje.
    Na koniec przyszło odrętwienie. Nic mnie nie cieszyło. Uśmiech, jeśli już się pojawiał, był wymuszony. Po to by ukryć to co się dzieje w środku.
    Nie czułam wsparcia męża. On nie wiedział co się dzieje. Czuł się odrzucony. W końcu z nim porozmaiwałam. Opowiedziałam o wszystkim. Małymi kroczkami ruszyliśmy w dobrym kierunku. Wszystko wróciło do jakiejś normy.
    Kilka dni temu znów pojawiła się bezsenność. Zaczęłam się bać, że wszystko wróci.
    Wczoraj mała płakała. Nie chciało się mi do niej iść. Wiedziałam, że jest głodna ale nie miałam ochoty jej nakarmić. Leżałam i myślałam nad tym jak ze sobą skończyć
    To znów wraca a ja nie potrafię się do tego przyznać. Nie potrafię sobie z tym poradzić.
    Boję się, że będzie jeszcze gorzej, że tym razem nie dam rady się podnieść.
    To nie trwa cały czas. Najgorzej jest popołudniami. Nie dokucza mi zmęczenie. Dokucza mi jakaś niemoc. Nie wiem co się dzieje i dlaczego. Gdzie leży wina i jak to pokonać.
    Kocham bezgranicznie moją córeczkę i mojego męża. Ale przestaję lubić siebie. Za to jaka się zrobiłam, jaka dla nich jestem. Nigdy bym nie pomyślała, że coś takiego mnie spotka, ze tak się zmienię...
    Cierpliwość zbiera róże

  2. #2
    Avatar Iwi
    Dołączył
    Aug 2011
    Płeć
    Mieszka w
    chata za wsią....pod lasem
    Postów
    8,877
    Wpisów
    40
    Isabellka masz problem i to poważny.... nie wiem czy ktoś na forum jest Ci w stanie pomóc. Osobiście nie czuje sie kompetenta aby udzielać w takiej sprawie jakichkolwiek rad. To smutne co Cię spotkało i bardzo mocno trzymam kciuki żebys sobie z tym poradziła ale obawiam się, że powinnać udać się do specjalisty. Taką depresję się leczy.
    Słowa "dasz sobie radę" czy "trzymaj się jestes silna" w takim wypadku nie mają znaczenia, bardzo Cię proszę idź do lekarza zanim Twój stan się pogłębi. Z całego serca życzę Ci powrotu do zdrowia i tego abyś odnalazła radość bycia mamą i żoną.

  3. #3
    Zgadzam się z Iwi, powinnaś udać się jak najszybciej do specjalisty, bo problem jest poważny, ale do wyleczenia. Trzymam kciuki, abyś wróciła do równowagi i cieszyła się maleństwem.

  4. #4
    Zgadzam się z Iwi oraz z tym, co napisałaś na początku postu - o tej przypadłości mało się mówi. W ogóle mało się mówi o chorobach umysłu i duszy. A one przecież istnieją równoważnie z chorobami ciała.
    Zgłoś się do lekarza domowego, niech poleci Ci jakiegoś psychologa lub psychiatrę - oni naprawdę znają się na rzeczy, znajdą przyczynę Twojego samopoczucia i Ci pomogą z niego wyjść. Zrób to dla swojego męża, swojej córeczki i przede wszystkim dla siebie. Bo zasługujesz na to.
    Nie obwiniaj się o swoje zachowania - nie obwiniałabyś się przecież o to, że nie biegasz, gdy masz skręconą nogę. To oczywiste. To się zdarza. To się leczy. Z tego się wchodzi, jeśli okaże się dużo samodyscypliny i pójdzie po pomoc do odpowiedniej osoby.

    Moja koleżanka powtarza: depresja to najgorsza choroba ze wszystkich jakie dotykają ludzkość. Wymaga heroicznej walki z samym sobą w każdej sekundzie, gdy dopada Cię gorsze samopoczucie.

    Ale depresja jest chorobą a z chorób można się wyleczyć. Więc zaciśnij piąstki i działaj.
    Przemysł farmakologiczny zarabia na ludziach chorych. Dlaczego więc miałby dążyć do zwiększania liczby ludzi zdrowych?

  5. #5
    Isabellka porozmawiaj ze swoja połozna ona na pewno poleci ci jakiegos dobrego lekarza na pewno nieraz spotkała się z depresja poporodową jestes bardzo dzielna i pierwszy krok juz zrobiłaś napisałas tutej nam na forum o tym co cie spotkało.Wiem ciężko Ci mnie spotkało takie małe odrętwienie ale bez mysli samobójczych i nie tak powazne jak Twoje jakos sie wykaraskałam z tego pozatym nie lubie opowiadac o swoich problemach tylko sama sobie jakos z nimi radzić ale tez miewam dosc i to dopiero teraz :/ wiem ze trudno sie przełamać wiec podziwiam cie za to teraz bedzie juz tylko lepiej pogadaj z ta położna na pewno doradzi dobrego lekarza trzymam za Ciebie mocno

  6. #6
    Rozmowa z psychoterapeutą to najlepszy pomysł, bo obawiam się, że psychiatrzy moga potraktować Cię od razu lekami, a to nie zawsze jest potrzebne, a nawet niewskazane. Moje przeżycia są może z innej strony, bo po poronieniu. Ale dostawałam napadów lęku, paniki, że mnie wszystko boli i umieram. Niestety psychiatra potraktował mnie od razu lekami. Dopiero po miesiącu jak mówiłam, że "mam nieswoją głowę" po tych lekach zaproponował psychoterapię, amógł to zrobić od razu. I po pierwszej wizycie na razie jestem pozytywnie nastawiona, że dam radę. Ale tu jedynie może pomóc rozmowa z dobrym psychoterapeutą, bo nawet najbliższa osoba jaką jest mąż nie jest w stanie dotrzeć do podstawy naszego problemu. Trzymam kciuki za powodzenie.

  7. #7
    Avatar tomi71
    Dołączył
    Mar 2011
    Płeć
    Mieszka w
    Skoczów
    Postów
    1,393
    Wpisów
    18
    najważniejsze że dostrzegłaś problem. Jeśli się przed nami otworzyłaś to myślę pierwszy krok ku poprawie.
    Niestety spotkałem się z tym i sprawy nie można bagatelizować. Może jakieś wakacje od domu żebyś nabrała dystansu.
    Moja żona mówi teraz że tylko się modliła żebym już wrócił do domu i zajął się dzieckiem, a ja wracałem i to robiłem. W nocy wstawałem żeby nabrała sił, karmiłem, kąpałem przewijałem i jakoś daliśmy sami radę choć do dziś nie wiem czy już po wszystkim a minęło już kilka lat.
    Właśnie w radiu leci piosenka "Cudownych rodziców mam" chciałbym usłyszeć tę piosenkę na weselu mojego synka i myślę że Ty również tylko musisz żyć ...kończę bo się wzruszam
    powodzenia
    ...forever young...World is not enough...open your mind ... ZUMBA!

  8. #8
    krilady.
    Guest
    O jejku...isabellka....

    Też myślę, że dobrze by było gdybyś powiedziała o tym swojej położnej, lekarzowi...i mężowi. Nie wiem skąd się bierze takie coś, ale na pewno jest Ci ciężko...może dobrze by Ci zrobiło takie odciążenie Cię od tych wszystkich obowiązków (tak jak pisał tomi o żonie), może potrzebujesz choć kilku chwil dla siebie? Niech mąż zrobi Ci herbatę, przygotuje kąpiel, zajmie się dzieckiem, a Ty poczytaj gazetę w wannie? A może Twoja mama mogłaby przyjechać do Ciebie? Albo ktoś Ci bliski?
    Ale na pewno Twoja położna udzieli Ci cennych rad, a mąż da Ci wsparcie

  9. #9
    Już kilka dni temu umówiłam się z położną. Przyjedzie w czwartek. Nie mówiłam jej jeszcze o co chodzi bo jakoś nie umiałam się przełamać. Dziękuję Wam, że mnie nie osądzacie i rozumiecie. To dla mnie bardzo ważne.
    Porozmawiałam dziś z mężem i już mi troszke lepiej ale to pewnie chwilowe.
    Wiem, że potrzebuję pomocy specjalisty. Najgorsze jest to, że nie potrafię się na tyle dogadać. Ale będę chodzila z mężęm. Chcę wszystko dokładnie rozumieć. Wyjazd do Polski raczej odpada. Za małe dziecko na taką drogę. Zreszta tutaj czuję się bezpiecznie. Mam ciszę i spokój. Mąż mi pomaga. W moim przypadku jakoś nie chodzi o przemęczenie itd. Z tym sobie radzę. Problemem sa myśli i emocje. Cieszę się, że w koncu to z siebie wyrzuciłam. Jakoś mi to pomogło. Przestałam być jako tako sama z moim problemem. Nie lubię się tak użalać. Ale wyrzucenie tego z siebie było chyba konieczne. Niestety nie mam tutaj nikogo poza mężem. A rodzinie jakoś nie potrafię się przyznać. Nie wiem czy by to zrozumieli. Jakoś bardzo się tego wstydzę. Niby wiem, że nie jestem temu winna ale tak na prawdę obwiniam się. Jest to dla mnie rodzaj osobistej porażki. Zawsze chciałam być we wszystkim może nie najlepsza ale dobra. A tu nagle odstawiam takie coś i nie umiem sobie z tym poradzić. Jest mi tak glupio z tego powodu.
    Cierpliwość zbiera róże

  10. #10
    Nie ma ci byc glupio i wstyd bo tak jak dziewczyny pisały to choroba a chorobe sie leczy czy jest ci wstyd ze masz grype na pewno nie czasem lepiej jest powiedziec obcym niz rodzinie ja tez tak czasem miewam a osadzac ciebie za co o co / jestes świetna mama troszczysz sie o maleństwo a wszystko inne sie ułozy trzymamy za ciebie i jestesmy z toba :*

Uprawnienia

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •