Mój dwulatek czasami nic nie je... Ugryzie bułki dwa razy i koniec.... Zje dosłownie jeden kawałek kotlecika (1 gryz) i ziemniaczka... Nowości średnio tyka, zazwyczaj muszą swoje "odleżeć" na talerzu albo skutkuje jakaś super zachęta... Czasem już nie mam sił, wyciągam i robię czasami po 5 rzeczy po kolei na śniadanie a on dziubnie albo nawet nic nie zje.... Chyba sprawdza jak bardzo mi zależy Nie zmuszam go do jedzenia, troszkę namawiam, ale jak widzę, ze siedzi i faktycznie nie je - pytam czy chce jeść, jak nie to zsadzam i koniec... Nie robię z tego sceny.

Raz je lepiej, raz gorzej. Jak go do tego jedzenia przekonać?